Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/crede.pod-pochodzic.sosnowiec.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
upkami gapiów. Dwaj z nich stali tuż za plecami Edwarda. Blaque wyszedł na wolność, więc niebezpieczeństwo stało się bardzo realne. Potężny, stalowoszary niszczyciel majestatycznie wpłynął do portu i przy aplauzie publiczności zacumował w doku. Trap stuknął o beton nabrzeża i po chwili zszedł po nim kapitan, by wymienić saluty z oficerami i pokłonić się księciu.

Alice ze śmiechem pokręciła głową.

- Tak, widziałam. Przed chwilą stąd wyszła.
a ty lepiej pomóż Rose, której się chyba wydaje, że coś do ciebie czuje.
- Zdeklaruj się wreszcie. Muszę wiedzieć, że jesteś mój. Muszę wiedzieć, że mamy wspólną przyszłość.
zwlekać z podzieleniem się z nią wielką nowiną.
Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Tego wieczoru brzemię trosk niemal ją
- Rzeczywiście. Nie wiesz, czy lord Belton przełożył piknik?
Po chwili wahania pokręciła głową. Nie chciała mieć już z nimi nic wspólnego. Nie pozwoli im wtrącać się w swoje życie, nie pozwoli się zamknąć w jakiejś strasznej szkole z internatem, nie zgodzi się, żeby Hope rozdzieliła ją z Santosem. Nie bacząc na wołanie ojca, przebiegła przez jezdnię.
Ocknęła się z zamyślenia. Przy ladzie stała pani Reece, jedna z niewielu świeckich nauczycielek u niepokalanek. Liz nie słyszała nawet, kiedy weszła.
- „Rycerz z Hongkongu"? Nazwałeś jacht dla upamiętnienia naszej nocy?
- Tak myślisz?
Oczy Rose wypełniły się łzami, ale guwernantka gestem nakazała jej spokój i dała do
przepada.
- Zauważyłem. Dlatego staram się pomóc.
Alexandra odchyliła głowę na oparcie i rozpłakała się. Prawie całą noc spędziła na

- Na pewno. Wiesz co, Abby? Niektórzy dżentelmeni doprawdy aż się proszą, żeby

- Nie wstydzę się. Musisz mi ufać.
W tym momencie rozległ się płacz Karoliny.
- Co za różnica? Kochanka to kochanka.

- Dobrze. Potrzebuję więcej świec, lusterko, żebym mogła uczesać włosy, coś do

sztuczkę. Może ci nie zależeć na jej życiu ani na moim, ale swoje chyba cenisz?
- Czy to prawda? - wykrztusił w końcu Robert. - Nie chodzi przypadkiem o żaden z
księciem. W Rosji ma podobno jakieś dwadzieścia tysięcy poddanych! Wytarła spocone

Nagle wrócił tamten czas, tamte uczucia, jakby to było wczoraj. Ale Santos niczego już od niej nie oczekiwał. Był przekonany, że jest taka sama jak matka.

- A z ojcem?
posłużyć się zakładnikami.
sama. Później jednak zaczęła w to wątpić. Michaił był zbyt potężny, wpływowy i bogaty.